Miluś wita

EmiMiluś wita wszystkich Przyjaciół! Dziś chciałbym poprosić wszystkich o pomoc! Tak, bardzo potrzebna jest pomoc, bo mamy coraz więcej zwierząt. SCHRONISKA NIE MA ANI W RADZYNIU ANI W POWIECIE RADZYŃSKIM. Stowarzyszenie też go nie prowadzi. Są tylko utworzone przez kilka wspaniałych osób domy tymczasowe. Te jednak pękają w szwach a panie, które je prowadzą tracą już siły. Cały swój czas poświęcają zwierzętom i mimo, że kochają swoich podopiecznych to są po prostu zmęczone.

Praca w takim domu nie ma końca, ciągle trzeba być w pogotowiu bo wszystko się może zdarzyć. Ludzie też zwyczajnie muszą odpocząć, czasem mogą zachorować, czasem mają również własne, rodzinne zmartwienia. Proszę, pomyślcie też i o Nich. Bez tych domów nie moglibyśmy funkcjonować i ratować zwierzaków (bo gdzie mielibyśmy je umieszczać?) Może ktoś mógłby pomóc jako wolontariusz? Może, chociaż czasem, przewieźć żywność albo zawieźć np. do lecznicy psa czy kota. Jest jeden zajeżdżony samochód Marty i strach pomyśleć co będzie jak się zepsuje. O stale i o każdej porze jadących na interwencje Marcie i Beacie nie wspomnę. Może ktoś mógłby pojechać i pomóc w karmieniu i sprzątaniu kojców? Ważne jest też wyprowadzanie psów na spacery, bo przy takiej ilości zwierząt i obowiązków jest to prawie niemożliwe dla osoby prowadzącej DT bez pomocy. Bardzo proszę…Przemyślcie to i może ktoś znajdzie i zechce poświęcić chwilę czasu skrzywdzonym, wystraszonym psiakom czy kotom. One w domu tymczasowym mają spokój, własne posłanie i pełną miskę. Mają też miłość opiekunów, którzy robią wszystko aby były bezpieczne i w miarę szczęśliwe, ale ci opiekunowie nie dają już rady. Bardzo potrzebna im jest konkretna, fizyczna pomoc. Najbardziej jednak potrzebne i najlepsze dla zwierzaków są DOMY STAŁE. Potrzebni są Ludzie, którzy dadzą im swoją miłość i miejsce w rodzinie pod swoim dachem. Potrzebni są Ludzie, którzy nie zawiodą skrzywdzonych nieszczęśników i dadzą im szczęśliwe życie do końca. My, zwierzęta, potrafimy się odwdzięczyć za okazane serce. Kochamy bezwarunkowo i jesteśmy wierni do ostatniego tchnienia. My nie zdradzamy i nieważne dla nas jest czy ktoś jest piękny i bogaty czy szpetny i biedny. Ważne, żeby nas kochał a my odwdzięczymy się tym samym. Chciałbym powiedzieć o jeszcze jednej ważnej sprawie. Moja pani mówiąc komuś o adopcji często spotyka się z wahaniem rozmówcy, który mieszka w bloku. „Bo jak tu mieć psa w bloku? Przecież to OBOWIĄZEK!” Obowiązek, moi drodzy, to ma się ZAWSZE posiadając zwierzę, niezależnie gdzie się mieszka! My mieliśmy dom z ogródkiem w drugim końcu miasta. Kiedy zaczęliśmy się starzeć sprzedaliśmy go i teraz mieszkamy w bloku. Już jedenaście lat. Moja pani nie narzeka na nadmiar obowiązków związanych z moją osobą. Wychodzimy na spacerki tak, jak wtedy gdy mieszkaliśmy w domu. Tyle, że nie raz, a trzy razy dziennie wyprowadzam Mariolę na spacer (coraz krótszy, bo oboje mamy już swoje lata i coraz wolniej chodzimy). Ale za to nie wyrywa chwastów w ogródku i nie męczy się koszeniem trawnika! Mamy też jeszcze Frędzla-Ducha i Misię. Im też musi poświęcić czas: wyprowadzić na spacer, nakarmić. Ja w mieszkaniu staram się zachowywać cicho, ruch na klatce schodowej mnie nie interesuje. No, chyba że ktoś puknie do naszych drzwi albo przyjdzie z wizytą. Wtedy szczekam, owszem, ale to dlatego, że każdy powinien zajmować się MNĄ. Jeśli się zajmuje to przestaję hałasować. Przy odrobinie pracy i chęci każdy pies może się tego nauczyć. Zachowania czystości też. Trzeba tylko poświęcić trochę czasu na naukę i potem nasi ludzie nie mają z nami problemów. Pięknym przykładem może być PANI ELŻBIETA I EMI. Ostatnio zdjęcie suni w nowym domu pojawiło się na naszym facebooku. Tak się składa, że jej obecnego Pana, męża Pani Elżbiety, poznaliśmy kiedy spacerował z czarną suczką swojej córki (nawet wpadła mi w oko, ale wyjechała do swojego domu). Potem nagle zobaczyliśmy tego Pana z małą, jasną suczką, w której moja pani od razu rozpoznała Emi. W rozmowie okazało się, że ci Państwo właśnie ją adoptowali. Mieszkają w bloku na naszym osiedlu więc jesteśmy (trochę dalszymi) sąsiadami. Jak ma się Emi widać na zdjęciu. Troszkę czasu potrzeba żeby przywykła do nowych warunków, ale przy takiej opiece da sobie radę. Myślę, że jest kochana i będzie szczęśliwa. Mieszkanie w bloku nie przeszkadza ofiarować dom małemu, nieszczęśliwemu stworzeniu i sprawić, że jego życie stanie się piękne i radosne. Trzeba tylko chcieć i pomyśleć nie tylko o sobie, ale też o takim biednym psiaku czy kotku. One też chcą żyć, mieć swoje miejsce na ziemi i swoich ludzi, którzy nie zawiodą i nie skrzywdzą. Proszę, nie tłumaczcie się mieszkaniem w bloku. To naprawdę nie jest tak straszne, jak niektórzy sobie wyobrażają. Nie stanowimy aż tak wielkiego obciążenia. Wystarczy mały kącik, pełna miseczka, trzy spacerki dziennie i odrobina miejsca w sercu Człowieka. Trzeba tylko chcieć… TRZEBA TYLKO CHCIEĆ… Pozdrawiam Miluś. HAU! HAU! HA. PS. Na zdjęciu Emi, która już znalazła swój dom 🙂