O sprzątaniu…

Miluś wita wszystkich Przyjaciół! Dziś, jak zapowiedziałem, kontynuacja poprzedniego tematu. Jest to temat-rzeka wzbudzający wiele emocji i różnic zdań. Jedno w tym wszystkim jest pewne: TO WŁAŚCICIEL LUB OSOBA WYPROWADZAJĄCA PSA MA OBOWIĄZEK PO NIM POSPRZĄTAĆ. Tak nakazuje ustawa o ochronie zwierząt, ustawa o utrzymaniu porządku i rozporządzenia zarządów terytorialnych.O kulturze i odpowiedzialności nie wspomnę, bo to oczywiste. We wszystkich cywilizowanych krajach jest to naturalne i zrozumiałe dla każdego właściciela psa. Są oni do tego po prostu przyzwyczajeni od lat. U nas nie jest to tak zakorzenione z różnych względów. Nie ma takiej tradycji, zwierzęta przez lata postrzegano jak rzeczy i nikt nie zwracał na takie sprawy uwagi. Teraz zaczyna się to zmieniać wraz ze zmianą świadomości, a ustawa wyraźnie mówi, że zwierzę nie jest rzeczą. Więcej psów żyje w blokach, domach, a te mieszkające w budach też w ramach socjalizacji są wyprowadzane na spacery. Dziś powiem o tej drugiej stronie problemu. W naszym kochanym Radzyniu (obecnie rozsławionym za sprawą serialu „Ranczo”, a to zobowiązuje!) nieśmiało zaczyna pokazywać się normalność i kulturalne zachowania niektórych właścicieli psów. Piszę „niektórych”, bo jest ich niewielu w skali miasta. ONI JEDNAK SĄ na każdym osiedlu i znamy jednych osobiście, a innych po prostu widzimy. Co ciekawe, jest ich coraz więcej, bo niektórzy zaczynają wychodzić z cienia wstydliwości widząc, że ktoś inny sprząta. I tu zaczyna się problem. Mariola niedawno rozmawiała z pewną panią, która prawie z płaczem pytała co ma robić, gdyż w momencie kiedy zebrała kupę swojej suczki została z okna bloku wyśmiana i nazwana cyt.”zbieraczką psich gówien”. Mariola powiedziała: nie zwracać uwagi i sprzątać nadal. Długo jednak musiała przekonywać wrażliwą dziewczynę, żeby nie przejmowała się czyjąś głupotą. Moja pani zajmuje się w stowarzyszeniu edukacją i w jej ramach stara się uczyć przykładem. Zbiera to, co zostawia nasza trójka i demonstracyjne niesie do pojemnika, tak żeby inni widzieli. Nie każdy jednak tak potrafi i chce robić, co poniekąd zrozumiałe. Mieszkańcy Radzynia są podzieleni: na tych, co mają psy czy koty i tych, co ich nienawidzą. I powstaje konflikt. Ludzie zauważają „zakupione” trawniki i ulice, ale nie zauważają, że poza blokowiskami, nie ma gdzie odchodów wyrzucić. To nie tłumaczy pozostawiania nieczystości. Nic nie tłumaczy, zwłaszcza tam, gdzie wyrzucenie nie stanowi problemu, czyli na osiedlach bloków. Jak jednak może posprzątać osoba mieszkająca na czwartym piętrze, która o szóstej rano otwiera drzwi klatki schodowej wypuszczając pupilka żeby sobie pobiegał, a sama spokojnie wraca do mieszkania? Piesek biega cały dzień (a czasem i noc) atakując przy okazji inne psy idące na smyczy. Do domu wraca żeby zjeść i znowu kochająca pańcia wypuszcza go na osiedle. Jak ma posprzątać inna kochająca pańcia idąca na spacerek ze swoją suczką i niosąca w ręku zwiniętą smycz, a suczka biegnie kilkanaście albo i kilkadziesiąt metrów od niej? Nie ma takiej opcji! Kupki przy najszczerszych chęciach nie znajdzie. Pomijam już brak chęci. Oczywiście, że większość wyprowadzających psy na smyczach też po nich nie sprząta, bo to przecież obrzydliwe a i wstyd schylić się po kupę. Nie ten poziom uświadomienia i kultury, niestety. Dlatego właśnie tak potrzebna jest edukacja. Zachęcam wszystkich, którzy narzekają na cyt. „obsrane trawniki”, a często sami są posiadaczami pieska, do edukacji własnym przykładem. Demonstracyjne sprzątanie po swoim psie pokaże innym, że należy to robić, a przy okazji pomoże stowarzyszeniu uczyć społeczeństwo właściwej postawy. Sprzątania ulic nie ma ono bowiem w obowiązkach statutowych, ale edukację ma i pomoc się przyda.
Innym bardzo ważnym problemem są NADGORLIWCY. Ludzie ci słyszeli, że właściciele psów mają po nich sprzątać i każdego idącego z psem na spacer traktują jak wroga. Nieważne, że pies po prostu spokojnie idzie i coś tam, psim zwyczajem, wącha. Właściciel ma po nim sprzątać! Co? To już nieistotne. Mariola idąc z Frędzlem-Duchem usłyszała z okna domku przy jednej z uliczek: „Idzie pani z tym psem, (bardzo kulturalna forma wypowiedzi) bo jak on się załatwi to pani będzie sprzątać! A będę, bo zawsze po swoich psach sprzątam. Na co Pani z okna: pani jest na mojej posesji! Nie, jestem na ulicy i mam prawo spokojnie przejść!(stała na środku chodnika, a Frędzel coś wąchał przy krawężniku) Pani z okna: Grzeczność nakazuje… Tego Mariola nie zdzierżyła i odpowiedziała: grzeczność to nakazuje ludzi na ulicy nie zaczepiać!” Następna Pani z okna przy innej ulicy szyderczo zawołała do podnoszącej się z właśnie napełnioną torebką: „Może mi pani jeszcze pieska pod okno przyprowadzi? Ja posprzątałam, odpowiedziała moja pani, pokazując trzymany w ręku pełny woreczek. Ale to śmierdzi!”-padła odpowiedź. Komu śmierdziało, Marioli pod nosem czy Pani w oknie? Jak na ironię zza węgła domu wynurzył się sporych rozmiarów pies mieszkający w tym domu. Ciekawe, gdzie on się załatwia i czym to pachnie? I wreszcie kwintesencja! Przykucnąłem sobie pod blokiem w wiadomym celu. Mariola nałożyła na rękę torebkę i czeka. Nagle z placu zabaw słychać: „No, to wiadomo teraz skąd dzieci przynoszą na butach psie kupy! Ja po swoim psie sprzątam-odpowiedziała moja pani pokazując rękę z torebką. Ale czy zawsze pani to robi?-padło pytanie. Zawsze, odpowiedziała zbierając moją kupę Mariola. Pomaszerowaliśmy w kierunku owej Pani, która widząc manewr już szykowała się do następnego ataku. A to jest dowód rzeczowy! Widzi Pani, że sprzątam. ALE INNI NIE SPRZĄTAJĄ!!! skwitowała niezrażona Pani. Tego już było dla Marioli za wiele. Odpowiedziała: „to proszę zwracać uwagę tym, co nie sprzatąją i nie życzę sobie żadnych uwag więcej”. Moi drodzy, to są niektóre tylko przykłady z tej drugiej strony. Dużo słyszymy o niewłaściwym postępowaniu naszych opiekunów, ale nie mówi się o niewłaściwych zachowaniach wobec nich właścicieli posesji czy mieszkańców blokowisk. Ludzi, którzy uzurpują sobie prawo do przywłaszczania ulic i dyktowania innym co mają na nich robić. Jakim prawem? Żadnym! Ulica jest publicznym ciagiem komunikacyjnym i każdy ma prawo do korzystania z niej jak chce (pod warunkiem, że nie łamie prawa, a stanie z psem nim nie jest). Ludzi, którym z natury wszystko przeszkadza i tylko czekają żeby komuś dopiec. I w końcu ludzi, co uważają się za władców osiedla i uprawnionych do dyktowania wszystkim wszystkiego, niezależnie czy mają rację czy nie. Jeśli chcą karać, to będą, nieważne: zawinił czy nie! Karać każdego, bo inni, jemu podobni, czegoś nie robią! Takich zachowań też nic nie tłumaczy! To przykłady szykanowania Bogu ducha winnych sprzątających właścicieli psów, tylko dlatego, że śmieli wyjść z podopiecznym na spacer. Pewnie, że nikt nie ma sprzątania wypisanego na czole. Może jednak należałoby zastanowić się trochę, zadać sobie trud zaobserwowania kto nie sprząta i jemu zwrócić uwagę. Popisy pseudohigienistów na pewno nie zachecają do sprzatania, a wręcz odstraszają tych nielicznych sprzątających. Bo jeśli ktoś robi co do niego należy i ma słuchać takich uwag, to jak nie zrobi, przynajmniej będzie wiedział za co słucha. Proste? To właśnie tak niektórzy mający pretensję o zas…e chodniki i trawniki na osiedlach „pomagają” w nauczeniu naszych właścicieli sprzątania naszych kup. Nie rażą ich góry śmieci pozostawianych przez nocnych imprezowiczów na trawnikach i pod balkonami bloków. Nie przeszkadzają im wszechobecne puszki po piwie i potłuczone butelki. Nie zwracają uwagi siedzącym na ławkach przy klatkach schodowych (gł. przyp. Radzynia) panom, wlewajacym w siebie litry piwa, a potem- innym ujściem, nawet w biały dzień-wylewającym wypity płyn ludziom pod okna. Wreszcie jakoś nie budzą w nich obrzydzenia oplute wejścia do klatek schodowych i chodniki. Wdepnięcie w coś takiego nie jest przyjemnością, zwłaszcza dla małego pieska z długim, puszystym ogonem. Nie zwracają też uwagi konkretnym osobom pozostawiającym psią kupę. Za to wyżywają się akurat na tych, co są najmniej winni, ale zachowują się kulturalnie i nie zemszczą się na bezczelnie pyskującym pieniaczu. No i jak tu się nie wkurzyć?! Drodzy Państwo! Po nas należy sprzątać bezdyskusyjnie i robić to mają nasi opiekunowie. Natomiast inni powinni ich wspierać, a nie ganić sprzątających i mieć nieuzasadnione pretensje. Ale sprzątać też należy po dwunożnych! I kto ma to robić? Miejskie służby sprzątające i placowi osiedli za każdym chodzić nie będą, bo i tak nie nadążą przy tylu „kulturalnych”. Pozdrawiam Miluś. HAU! HAU! HAU!